Lato często kojarzy się ze ślubami i, gdy jest się rodzicem-nosicielem, bywa to niekiedy prawdziwa przygoda. Bo jeśli zdecydowaliśmy się nosić swoje dziecko i zrezygnować z wózka, trzeba zadbać o to, by móc dostosować się do każdej chwili dnia…
Zeszłego lata mój partner, nasz syn i ja zostaliśmy zaproszeni na ślub. Ponieważ sala w urzędzie stanu cywilnego przeznaczona do ceremonii ślubnych była zbyt mała, by pomieścić wszystkich, uczestniczyliśmy w ceremonii świeckiej na zewnątrz budynku. Tam, świeży i elegancki, zdecydowaliśmy się zrezygnować z nosidła (nasz syn miał wtedy osiem miesięcy i ważył tyle, co dobrze rozwinięte niemowlę), mówiąc sobie, że i tak nie potrwa to długo, a że jest nas dwoje, możemy się zmieniać. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę, że po zakończeniu pierwszej ceremonii trzeba było dojść pieszo do kościoła… Już wtedy żałowaliśmy decyzji, by polegać wyłącznie na rękach (a do tego było bardzo gorąco!). Jedno popołudnie i krótka podróż samochodem później dotarliśmy do sali weselnej. To właśnie wtedy oboje podziękowaliśmy sobie nawzajem za to, że zawsze mamy PhysioCarrier w bagażniku. Pas wokół talii, klik, dziecko w pozycji fizjologicznej, szelki na ramionach, klak, i hop! W mgnieniu oka nasz syn był wygodnie ułożony przy mnie , bez najmniejszego dyskomfortu cieplnego dla któregokolwiek z nas ( bo to nosidło ma tę zaletę, że jest bardzo dobrze wentylowane — a zimą świetnie grzeje!) ani żadnych bólów (nasze plecy w szczególności mówią dziękujemy…). W ten sposób mogłam swobodnie się poruszać i cieszyć początkiem wieczoru, a mój mały obserwował otoczenie do woli, z dobrze podpartym krzyżem i uniesionymi nóżkami. Właśnie w taki sposób oboje znaleźliśmy się na pamiątkowych zdjęciach z tego wyjątkowego dnia dla nowożeńców. Po pewnym czasie nawet zasnął, wtulony we mnie (jakie magiczne uczucie!), a później, gdy się obudził, wystarczyło, że zaczął się wiercić, bym zrozumiała, że potrzebuje rozprostować nóżki (niech żyje pozycja „na czworaka"). Podczas kolacji, gdy dzień zaczynał się dłużyć, a muzyka była trochę głośna, nasz syn energicznie przetarł oczka, dając nam do zrozumienia, że czas na odpoczynek. Układ miejsca nie pozwalał mu spać nigdzie poza naszymi ramionami, więc rozwiązanie — znów — znalazło się samo: nosidło. Tym razem przy tatusiu, szybko zamknął oczka i zasnął, mimo otaczającego hałasu. Mój partner mógł dokończyć kolację, nosząc jednocześnie naszego syna, co wzruszyło wszystkich gości…
Późną nocą jego małe przebudzenia były kołysane to naszymi ramionami, to nosidłem, i to było prawdziwe szczęście móc zawsze czuć naszego małego chłopca blisko nas.
Panna młoda w wrapie
Idealna wrap do Twojej sukni TUTAJ