Na samym początku swojego bardzo młodego życia fazy czuwania mojego syna były raczej krótkie i spędzał większość czasu w ramionach mojego partnera, w moich lub w chustach typu sling, z jego małym ciałem przytulonym do nas i jego dużymi niebieskimi oczami wpatrzonymi w nasze. Kiedy miał około dwóch lub trzech miesięcy, postanowiliśmy zamienić sling na chustę do noszenia, która wydawała nam się wygodniejsza i pozwalała nam mieć więcej wolnych rąk. Było to rzeczywiście bardzo praktyczne, szczególnie gdy nasz syn nie chciał być na swojej macie do zabawy, a my musieliśmy jednocześnie zaspokoić jego potrzebę bycia noszonym i wypełnić nasz obowiązek utrzymania czystego domu (mam na myśli na przykład zmywanie naczyń czy odkurzanie...). Był wtedy przez większość czasu bardzo uważny na to, co robiliśmy, szeroko otwierając oczy i studiując wszystko wokół siebie, praktycznie nigdy nie wyrażając chęci wyjścia z chusty.
Około siódmego miesiąca życia, po tym jak poczekaliśmy, aż nasz syn sam zacznie siadać (zgodnie z zasadami swobodnego rozwoju motorycznego) i jego biodra naturalnie się rozszerzą, zdecydowaliśmy się na nosidełko ergonomiczne, ponieważ chcieliśmy sposób noszenia jeszcze szybszy i łatwiejszy do założenia niż sling czy chusta (i ponieważ ta ostatnia zaczynała nam być za ciepła - było lato). Uważaliśmy również, że nosidełko daje mu nieco więcej swobody ruchu, szczególnie gdy chciał wskazywać rzeczy palcem lub poruszać trochę nogami. Ale ponieważ nasz mały chłopiec w międzyczasie stał się znacznie bardziej mobilny, chciał przede wszystkim poruszać się samodzielnie i nie szukał już tak często noszenia podczas faz czuwania, lub wolał być noszony bezpośrednio w ramionach, dlatego nosidełko nigdy nie było używane w domu. Natomiast było i nadal jest dla nas bardzo przydatne na zewnątrz. Różnica polega na tym, że teraz nosimy naszego syna w nosidełku głównie gdy jest zmęczony, na przykład pod koniec spaceru, gdy zasnął w samochodzie podczas podróży do centrum handlowego i nie chcemy go budzić, wkładając do wózka sklepowego, lub po prostu gdy o to prosi. Zabawne jest to, że teraz, w wieku trzynastu miesięcy, gdy jesteśmy na zewnątrz i budzi się z drzemki w nosidełku, nasz mały chłopiec albo "po prostu" obserwuje otoczenie (czasami tak cicho, że ledwo zauważamy, że się obudził), albo wydaje głośne "Doh!" lub "Dah!", a następnie zaczyna wyciągać ręce górą nosidełka i poruszać biodrami, aby dać nam znać, że chce rozprostować nogi (chodzi od nieco ponad dwóch tygodni). Natychmiast odpowiadamy na jego prośbę, wyjmując go z nosidełka i hop, jest szczęśliwy.
Za kilka miesięcy wyjeżdżamy w podróż i planujemy długie spacery, co będzie dla nas okazją do wypróbowania noszenia na plecach, i mamy nadzieję, że to nowe doświadczenie mu się spodoba.
Odkryj nasze nosidełka :)